Podczas rajdu w Puławach, jednym z przystanków był zamek w Janowcu.
Położony malowniczo nad zboczem skarpy, zaprasza do zwiedzania. Samochody biorące udział w rajdzie rozlokowały
się w dużym zamkowym parku, tuż przed wejściem do monumentalnej, choć nieco zrujnowanej budowli.

  Wśród nich znalazł się również ten czarodziejsko wyglądający Durant. Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy z daleka,
wydawało mi się, że to duża i droga zabawka zaparkowała pod drzewem. Właściwie miałem rację,
bo czy stare samochody nie są w pewien sposób zabawkami dla swoich właścicieli?
Otoczone miłością, każą pakować w siebie grube pieniądze, żeby później cieszyć oko nie tylko posiadaczy, ale także gapiów.

  Ten samochód przyciągał tłumy. Ciągle ktoś się przy nim kręcił: starsi zaglądali, oglądali, pochylali się na
pieczołowicie odrestaurowanymi detalami. Dzieci stały z otwartymi ustami, zastanawiając się, co to za zabawka.

  Najbardziej podoba mi się 'siedzenie teściowej', w które były wyposażone samochody typu coupe albo roadster z lat 20-tych i 30-tych
ubiegłego wieku. Myślę, że niejedna teściowa wiele by dała, żeby choć przez chwilę przejechać sie takim wozem, nawet na owej tylnej otwieranej kanapce.

  Patrzyłem i patrzylem na ten samochód, aż w końcu stwierdziłem, że perfekcyjny remont tego
samochodu odebrał mu poprzednią duszę - starego dziadunia, który powoli woził swoich pasażerów.
Podczas remontu dostał nową, troche wyzutą z klimatu starości i minionych lat. Moim skromnym zdaniem właściciel,
remontując to cudeńko, powinien zostawić choć jedną część bez remontu, żeby pokazać, że jest to naprawdę stary samochód.



