Rosnące koszty utrzymania zespołów
i Wielki Kryzys spowodowały zmianę formuły wyścigów Indianapolis.
W 1930 roku zakazano stosowania sprężarek i więcej niż dwóch zaworów
na cylinder. Dopuszczono silniki wykorzystujące seryjne bloki. W autach
musiało się znaleźć miejsce także dla mechanika. Tak konstruowane bolidy
miały być znacznie tańsze - zamiast 15 000 wystarczyło 1500 dolarów,
a także smykałka do majsterkowania i własny garaż.
  Organizatorzy liczyli też na większe zainteresowanie
koncernów samochodowych i nie pomylili się. Pojawiły
się fabryczne ekipy Studebakera, Hudsona i... Forda.
Pełen pomysłów Preston Tucker namówił swego przyjaciela
Edsela Forda - następcę Henry'ego Forda - aby ten za sumę
25 000 dolarów zamówił u Millera dziesięć samochodów wyścigowych
wyposażonych w fordowskie widlaste "ósemki". Przewidywał, że auta
wygrają, a już od poniedziałku dealerzy przestaną nadążać ze sprzedażą osobowych Fordów.
  W
trudnych latach trzydziestych nawet Harry Miller - już wtedy uznany za
najlepszego konstruktora wyścigowych samochodów - znalazł się bez pracy.
Tucker nie miał kłopotów z przekonaniem Harry'ego do interesu. Jedyny kłopot
polegał na tym, że do rozpoczęcia wyścigu 500 mil Indianapolis zostało tylko
79 dni. Ford dostarczył kompletne silniki. Reszta, łącznie z całym układem
przeniesienia napędu na przednie koła, powstała w warsztatach Millera.
Motor V-8 miał pojemność 3,6 l i osiągał moc około 150 KM przy 4400 obr/min.
Kierowca siedział na podłodze, pomiędzy podłużnicami ramy. Wszystkie koła
zawieszono niezależnie. Nadwozia wykonano z aluminium.
  Gotowe
bolidy prezentowały się doskonale, lecz nawet Miller nie był w stanie
dokonać niemożliwego Udało mu się przygotować dziesięć aut, ale tylko cztery
przetestowano tak, że zakwalifikowały się do wyścigów.
  Największą
prędkość uzyskał Ted Horn - ponad 181 km/h. W czasie wyścigu
przejechał 145 okrążeń, zanim samochód odmówił mu posłuszeństwa. Wcześniej
odpadły jednak trzy poostałe Fordy. Powód był ten sam: zatarta przekładnia
kierownicza. Miller umieścił ją tak blisko rury wydechowej, że mechanizm się
rozgrzewał, cały smar wypływał i nie można było ruszyć kierownicą!
  Rachunek
Millera wyniósł jednak nie 25 000, ale 75 000 dolarów. Miller procesował
się z koncernem, wściekły Henry Ford natomiast zamknął auta w garażu. Ochłonął
dopiero po dwóch latach, kiedy sprzedał dziewięć wozów. Sporadycznie startowały
one w "Indy" do 1948 roku, nigdy jednak nie odniosły sukcesu. Na torze aż do
lat sześćdziesiątych zwyciężały "samoróbki" z południowej Kalifornii, wyposażone w silniki Offenhausera.