Czerwony Pacer to ten, który został kupiony w Zielonej Górze, a teraz porusza się po Warszawie.

Sprzedaję, bo mam za dużo otwartych projektów. Ten wprawdzie nie wymaga żadnych robót i sprawia sporo radości,
ale z uczuciem jest tak - pojawia się i znika czasami.

Auto kupione zostało jeszcze od
Bogdana Łyszkiewicza,
a właściwie on podpisał tylko umowę,
bo auto stało w areszcie w warsztacie samochodowym za niezapłacone usługi.

Kupił go gość właśnie z Raculi. Niezwykle sympatyczny facet, a sprzedawał, bo się żenił!!!
I naprawdę cierpiał podczas sprzedaży, chociaż byłem pewnie jedynym kupcem od miesięcy!

Ciekawe są losy ludzi i aut. Na mojego Pacera w Raculi mówiono Paker!!!
Kupiłem go dla córki, która go pokochała od pierwszego zdjęcia w Internecie,
które ja jej o zgrozo podsunąłem.

Miała intensywne przeżycia od maja do października w Warszawie, nie ma silnego,
żeby się nie gapił i spostrzegła jednak, że jesienią jest ciemno, mokro, ślisko i nie da się
codziennie jeźdźić na uniwerek.

Teraz znowu się porusza nim i ma frajdę, ale nie da się
używać oldtimera na co dzień, too much stress.
Hamuje trochę już nie tak, lusterka wielkości pudełka od zapałek itd.