Maciek Cuprzyński przedstawia Dodga Coroneta 1967


 Witam!

 Przeglądając zdjęcia na stronie DeSoto58.com (po jednym z ostatnim update) natrafiłem na zdjęcie mojego Coroneta z '67.
 Chciałem więc napisać małe sprostowanie - pojazd aktualnie znajduje się pod Warszawą.  Po długich perypetiach udało się go nareszcie przetransportować do nowego domu (23.07.2005).
 Prawdopodobne na wiosnę ruszą nad nim prace, aby go wskrzesić.



 Pierwsza załączona fotografia przedstawia Coroneta takim jakim był 8 lat temu. Jeśli pojawia sie jakieś fotografie z prac, z chęcią je opublikuję. Aktualne fotografie miałem wypalone na płycie, ale gdzieś sie ona zapodziała, więc jak ją znajdę to mogę wysłać parę ujęć.
 Następne dwa zdjęcia są z forum, na którym jestem zarejestrowany: "dodgecoronet.com". Zostały one zrobione dzień po transporcie (24.07.05). Zgadza się, że ja i Andrzej Wolfarth znamy ex-właściciela Coroneta. To bardzo sympatyczny człowiek, tylko szkoda że rozłożył mój samochód na czynniki pierwsze:D - jedyna rzecz której mu nie mogę wybaczyć ;)



 Teraz trochę info o samochodzie:
 Wyprodukowany w 1967 roku w fabryce przy Lynch Road w Detroit w stanie Michigan. Oryginalnie wyposażony w rzędową szóstkę o pojemności 225 cid (145 KM) z jednogardzielowym gaźnikiem, trzybiegową automatyczną skrzynią biegów (chyba 904), z lewarkiem przy kierownicy (column shifter). Auto ma wspomaganie układu kierowniczego. Kolor z zewnątrz i wnętrza czerwony.
 Niestety auto jest pokaleczone i to dosyć solidnie, ale postaram się je przywrocić do lepszej formy.

 Poniższe zdjęcia zostały zrobione przez poprzedniego wlaściciela.

 Pozdrawiam!!!










 UWAGA!!

 Mały update, zdjęcia z wiosennego remontu.

 Siemano!
 Powolutku ruszyłem z tym moim bydlęciem. 2 dni ostrej walki z jednym błotnikiem no i... 2 spalone szlifierki kątowe :)
 Co się tam znalazło - na jednej stronie ponad pół cala (!) szpachli... starej, śmierdzacej szpachli olejnej, pamietającej czasy PRL-u, 5 minut drapania tego czegoś, a wyglądałem jak bałwanek w środku wiosny:D.
 No a pod tym spawy gazowe... po całej długości mojego pięknego błotniczka.
 Na drugiej stronce... tylko kilogram cyny i wyżej wymienione spawy...
 Kałuża cyny o średnicy 15 cm i głębokości 75 mm. Dzięki Bogu te nieszczęsne błotniki mam za sobą. Ale na całym samochodzie mam 3-4 mm warstwę starego lakieru... a zrywa się to bardzo ciężko.
 Na razie "dopieszczamy" się powoli, nie mam tak za bardzo dla niego czasu, bo moja druga "podopieczna" (mazda 626) jest w trakcie przygotowań do lakieru. Ale niedługo ruszę z pełną parą...
 Wyprowadzam się do swojego garażu, (teraz stoi u ciotki) i kupuję troszkę sprzętu, żeby go zrobić jak należy.
 Niech ten fachura z PRL'u się modli żebym go nie spotka:] Bo litości nie zazna.
 Oryginalne lampeczki od znajomego ze Stanów... nie jakieś polskie, które miałem bardzo "oryginalne" popisy rysunku wykonane chyba przez poprzedniego właściciela... drapał tam mocno, że nawet ślady na blasze mi zostawił :]  No i te nieszczęsne błotniczki
 Pozdrowienia z pola walki!!!:D






VISITORS' CARS