"Daty,
daty, daty - proszę mnie o nie nie pytać.
Cała moja przygoda z amerykańską motoryzacją
zaczęła się bardzo rozkosznie i do pewnego
stopnia niewinnie. Czyli tak jak powinny zaczynać
się piękne rzeczy.
  Jako małe pacholę ogladąłem
dużo filmów, nie zawsze dobrze nakręconych,
nie zawsze klasy Feliniego, ale siłą rzeczy
zgadzałem sie na to co było. Tak właśnie odnalazłem
amerykańskie auta.... przez kino.
  Nie ma praktycznie
o czym mówić, te auta są jak obrazy Picassa dla oka,
a pieśń skrzypiec dla ucha. Z tym, że są też tzw. czarne
owce... nieudane pieśni... nieudane obrazy wśród aut z
USA. Szczególnie tych nowych, a dzięki temu że trochę
się znam na grafice staram się realizować swoje wizje.
I właśnie niektóre z tych wizji możecie oglądać poniżej..."